Ten serwis używa cookies i podobnych technologii, brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Więcej »

Zrozumiałem

Polskie kombinowanie

Polskie kombinowanie fot. canva

Czasami trudno oprzeć się wrażeniu, że dziesiątki lat rządów władzy traktowanej jako obca – zaborców, okupanta, czy PRLu – ukształtowały w społeczeństwie skłonność do obchodzenia prawa w każdy możliwy sposób. Skłonność taka jest zgubna w momencie, gdy funkcjonujemy w ustroju demokratycznym, a stanowione prawo ma na celu nie tyle interes obcych mocarstw ale interes publiczny.

Ostatnio widać to dobrze na tle problemów z obowiązkiem rejestracji pojazdów. Po chaosie spowodowanym nieprzemyślanym wprowadzeniem sankcji z tytułu niezgłoszenia nabycia i zbycia pojazdu prawodawca spróbował uporządkować sytuację jednoznacznie nakładając na wszystkich właścicieli obowiązek rejestracji nabytych pojazdów, w szczególności pojazdów sprowadzonych spoza granic naszego kraju. W ich przypadku rejestracja jest szczególnie istotna, gdyż bez niej trudno jest znaleźć jakikolwiek punkt zaczepienia. Polskie tablice rejestracyjne nie gwarantują, że aktualny właściciel jest uwidoczniony w Centralnej Ewidencji Pojazdów – najlepiej to wiedzą urzędnicy powiatowi odpowiedzialni za usuwanie pojazdów z dróg – ale przynajmniej stwarzają szanse na jego skuteczne ustalenie.

W dotychczasowym stanie prawnym właściciel pojazdu używanego sprowadzonego z krajów Unii Europejskiej miał obowiązek zarejestrować go w ciągu 30 dni od dnia sprowadzenia. Oznaczało to, że najpóźniej w 30 dniu zakończona musiała być cała procedura rejestracji. Nowe przepisy wyszły naprzeciw przedsiębiorcom sprowadzającym pojazdy. Termin dotyczy nie zakończenia procedury, ale samego faktu złożenia wniosku o rejestrację pojazdów – prawodawca uznał, że nie należy przenosić na właściciela pojazdu ryzyka związanego z długością okresu procedowania wniosku w organie rejestrującym (a tak właściwie to czasu wytworzenia dowodu rejestracyjnego przez Państwową Wytwórnię Papierów Wartościowych). Sam termin został wydłużony do 90 dni – tak aby umożliwić ewentualną naprawę pojazdu. I co? Znaczna część energii niektórych przedsiębiorców została skierowana na pomysły jak uniknąć złagodzonych obowiązków.

Prawo wymaga, aby w terminie został złożony wniosek o rejestrację? To składany jest wniosek niekompletny. Zawsze daje to kilka dodatkowych dni, bo wnioskodawcę trzeba przecież wezwać do uzupełnienia braków formalnych i wyznaczyć mu na to dodatkowy termin.

Prawo mówi, że wniosek ma być złożony w ciągu 90 dni od dnia sprowadzenia? Przecież ustalenie dnia sprowadzenia wymaga momentami detektywistycznej roboty. Jest co prawda umowa zawarta za granicą, ale kto udowodni, że pojazd nie stał przez dwa miesiące na parkingu po drugiej stronie granicy i został sprowadzony dopiero przed chwilą – a zatem termin jeszcze nie upłynął.

Zresztą skoro prawo daje 90 dni na złożenie wniosku o rejestrację pojazdu to przecież nie ma obowiązku wcześniejszego złożenia wniosku, nieprawdaż? Nawet jeśli sprzedaje się samochód. Nic to, że przepis zakłada, że do chwili złożenia wniosku o rejestrację pojazd pozostaje w rękach tej samej osoby, a zwolnienie z obowiązku wystąpienia o rejestrację pojazdu dotyczy wyłącznie osób zbywających pojazd krajowy. Przepis przecież nie zabronił sprzedania pojazdu przed upływem terminu. Jeśli organ rejestrujący się uprze to były właściciel złoży najwyżej wniosek o rejestrację nie będąc właścicielem – przecież przepisy nie mówią literalnie o tym, że składany wniosek ma być poprawny. Może zatem wystarczy jakikolwiek wniosek?

I tak powstaje cała lista pomysłów jak to przepisy obejść. Sprzyja temu zresztą niska jakość orzecznictwa sądów administracyjnych, które w interesie skarżącego prowadzą zwykle wykładnię literalną – nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi, wyraźnie widocznemu w przypadku, gdyby została zastosowana wykładnia funkcjonalna. Może nie należy się zresztą dziwić takiej postawie w kraju, w którym dzieciom w szkołach jako jeden z patriotycznych wzorców podaje się historię wozu Drzymały. Historię, której istotą jest właśnie to jak sprytny Polak dzięki literalnej wykładni przepisów wyprowadził w pole pruskiego zaborcę. Więc współcześni Drzymałowie w oparciu o literalne czytanie przepisów dalej wodzą za nos władzę – tyle że tym razem już polską, demokratyczną.

Przy czym i tak jest to wersja jednak wyrafinowana, bo niektórzy idą jeszcze dalej. Dostatecznie duża jest szara sfera w zakresie sprowadzania pojazdów. Osoba fizyczna nie prowadząca działalności gospodarczej sprzedaje właśnie osiemnasty samochód w tym roku, bo przecież ma prawo mieć kilkanaście samochodów. A że czuje potrzebę sprzedaży każdego pojazdu po wykonaniu jednej jazdy… – prawo przecież tego nie zabrania. Co zaś nie jest zakazane jest dozwolone w sferze prawa cywilnego – i niech organy skarbowe udowadniają, że mamy do czynienia z działalnością gospodarczą. Wyraźnie wybrzmiewa dalekie echo „złotej wolności”. Szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie; państwo niech się nie wtrąca w przedsiębiorczość – bo Polak przecież wie jak na swoje wyjść.

A to wszystko dzieje się nierzadko z poparciem społecznym – bo przecież z samej natury rzeczy władza jest zła, a wolność dobra. Można i tak – tylko później nie powinniśmy się dziwić, że w innych krajach jest ładniej, porządniej, czy bezpieczniej. Póki nie wyrobimy sobie przekonania, że w naszym wspólnym interesie jest przestrzeganie, a nie omijanie prawa nie liczmy na dobrze funkcjonujące państwo.

Niedz., 4 Lt. 2024 8 Komentarzy Dodane przez: Grzegorz P. Kubalski

Komentarze

Ona
+3 # Ona 2024-02-05 15:43
Przepisy które weszły w życie "pisane są na kolanie". Wcale się nie dziwie, że ludzie omijają to wszystko. Bo jeśli jeden przepis zezwala, a drugi nie to można zgłupieć.
| | |
Piotr
+2 # Piotr 2024-02-06 08:21
Najgorsze jest to, że obecny rząd zapewne nic z tym nie zrobi. Katalogi spraw są zbyt otwarte. W Polsce trzeba działać 0/1 - tak lub nie, nie ma miejsca na "może" lub "nie wiem". Polacy mają we krwi kombinowanie i dopiero kaganiec zmusza Nas do działania zgodnie z prawem. Słowa Marszałka Piłsudskiego cały czas pozostają w mocy: "Naród wspaniały, tylko ludzie kur....".
| | |
Lena
+7 # Lena 2024-02-06 08:44
Cieszę się, że ktoś zwrócił uwagę na styl orzecznictwa administracyjne go. Mierzenie się ze sposobem myślenia niektórych sędziów, a czasem już na etapie postępowania II instancyjnego w SKO, jako urzędnika, odbiera chęć do działania.
| | |
ziu
+2 # ziu 2024-02-07 19:55
Dopiero okaże się, czy należy karać przedsiębiorców sprzedających niezarejestrowa ny pojazd w terminie 90 dni? ust. 7 dotyczy wyłącznie art. 73aa ust. 1 pkt 1. Nie oznacza to jednak bezpośredniego karania w pozostałych przypadkach. Bo skoro handlarz ma czas 90 dni, ale sprzedaje ten pojazd przed tym terminem... to przecież już nie jest stroną postępowania administracyjne go. Kary nakładane w takich przypadkach, z wysokim prawdopodobieńs twem zostaną uchylone przez organ II instancji...
| | |
Sprzedawca
+2 # Sprzedawca 2024-02-15 17:15
Zacznijmy od tego, że jeśli przepis byłby sensowny i nie utrudniał funkcjonowania nie trzeba by było szukać dziwnych rozwiązań. Złożenie wniosku o rejestracje od razu blokuje możliwość sprzedaży na miesiąc, bo nie można sprzedać auta na "miękkim" dowodzie, przez co utrudnia pracę każdemu przedsiębiorcy i blokuje środki, które raczej nie są nieograniczone. Druga sprawa jest taka, że jak sprzedajemy pojazd sprowadzony to automatycznie wymuszamy na kupującym natychmiastową rejestracje, aby mógł się nim poruszać a chyba to ustawodawca miał w zamiarze tworząc przepis. Dlatego nie rozumiem dlaczego ustawodawca pominął obowiązek rejestracji dla pojazdów sprowadzonych, których zbycie nastąpi przed upływem 90 dni od momentu ich zakupu.
| | |
Sprzedawca
+1 # Sprzedawca 2024-02-15 18:18
Poprawka : Dlaczego ustawodawca pominął zniesienie obowiązku rejestracji przy sprzedaży do 90 dni.
| | |
Sprzedawca
+1 # Sprzedawca 2024-02-15 18:49
Poprawka " pominął zniesienie obowiązku rejestracji"
| | |
Sprzedawca
0 # Sprzedawca 2024-02-16 12:19
Zacznijmy od tego, że jeśli przepis byłby sensowny i nie utrudniał funkcjonowania nie trzeba by było szukać dziwnych rozwiązań. Złożenie wniosku o rejestracje od razu blokuje możliwość sprzedaży na miesiąc, bo nie można sprzedać auta na "miękkim" dowodzie, przez co utrudnia pracę każdemu przedsiębiorcy i blokuje środki, które raczej nie są nieograniczone. Druga sprawa jest taka, że jak sprzedajemy pojazd sprowadzony to automatycznie wymuszamy na kupującym natychmiastową rejestracje, aby mógł się nim poruszać a chyba to ustawodawca miał w zamiarze tworząc przepis. Dlatego nie rozumiem dlaczego ustawodawca pominął zniesienie obowiązku rejestracji dla pojazdów sprowadzonych, których zbycie nastąpi przed upływem 90 dni od momentu ich zakupu.
| | |