Ten serwis używa cookies i podobnych technologii, brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Więcej »

Zrozumiałem

Planowane zmiany w systemie ochrony zdrowia – wywiad z Andrzejem Płonką

Planowane zmiany w systemie ochrony zdrowia – wywiad z Andrzejem Płonką na zdjęciu: Andrzej Płonka

Kolejna, wzbierająca fala pandemii COVID-19, składa do refleksji na temat systemu opieki zdrowotnej w Polsce i jej wydolności. „Pandemia pokazała, że nie można bez opa­miętana likwidować łóżek szpi­talnych, bo w pewnym momencie może ich zabraknąć. A przecież epidemia to nie jedyne masowe zdarzenie, które może szybko spowodować, że system leczenia szpitalnego osiągnie szczyt swo­ich możliwości” – przyznaje Andrzej Płonka, Prezes Zarządu Związku Powiatów Polskich, Starosta Bielski.

Czy na problemy w systemie opieki zdrowot­nej w Polsce wpływ może mieć zbyt duża liczba szpitali?

To pytanie jest już z pewną kierunkową tezą. Równie do­brze można byłoby zadać pytanie, czy problemy są podyktowane przez to, że w Polsce mamy za mało szpitali. Dzi­siaj nie dysponujemy żadnymi danymi, które pozwalałyby dokonać takiej oce­ny. Takich analiz nie przedstawiło też – przynajmniej oficjalnie Ministerstwo Zdrowia. Wcześniej mieliśmy regional­ne mapy potrzeb zdrowotnych, teraz mamy od niedawna ogólnopolską mapę potrzeb zdrowotnych i ona też nie daje odpowiedzi. Na pewno w ochronie zdro­wia nie ma czegoś takiego jak status quo. System i świadczeniodawcy muszą się zmieniać, bo zmienia się sposób udziela­nia świadczeń. Dzisiaj procedury, które dawniej wymagały tygodniowej hospi­talizacji można wykonać w systemie jed­nodniowym, ale wraz z postępem medy­cyny pojawiają się nowe. Tutaj powinny decydować potrzeby pacjentów. Więc w tym zakresie zdajemy sobie sprawę, że szpitale – nie tylko powiatowe – nie unikną potrzeby ciągłej restrukturyzacji organizacyjnej.

Przestrzegałbym jednak przed prostym myśleniem, że gdy zli­kwidujemy szpitale i łóżka, to nagle powstaną niewiarygodne oszczędności w systemie ochro­ny zdrowia. Przykłady z krajów, w których takie działania są lub zostały przeprowadzone poka­zują, że takiemu postępowaniu nie towarzyszy spadek nakładów na lecznictwo szpitale. Jeżeli weźmiemy pod uwagę niedawno podawany w mediach przykład Dani, to tam nakłady na lecz­nictwo szpitalne w stosunku do PKB są dwukrotnie wyższe niż w Polsce. W ujęciu nominalnym na jednego mieszkańca, nawet uwzględniając różnice w sile na­bywczej pieniądza, różnice są jeszcze większe.

Pozostaje jeszcze potrzeba za­bezpieczenia gotowości do udzielania świadczeń. Pandemia pokazała, że nie można bez opa­miętana likwidować łóżek szpi­talnych, bo w pewnym momencie może ich zabraknąć. A przecież epidemia to nie jedyne masowe zdarzenie, które może szybko spowodować, że system leczenia szpitalnego osiągnie szczyt swo­ich możliwości.

No i ostatnia kwestia, na którą trzeba zwrócić uwagę – dzisiaj szpitale wypełniają lukę syste­mową. Likwidacja małego szpi­tala powiatowego na prowincji to spadek realnej dostępności do świadczeń zdrowotnych. Mo­że z perspektywy decydentów z Warszawy tego nie widać, ale Polska powiatowa często wyglą­da inaczej, niż Polska kreowana w kolorowych serialach.

Co w tej sytuacji mogłoby być dobrym rozwiązaniem?

Dzisiaj mamy mocno scentralizowany system ochrony zdrowia. Co prawda szpitale w większości należą do samo­rządów, ale przypominam, że przejęliśmy majątek ponad 20 lat temu w stanie ruiny. Jednak jest to obszar zadań publicz­nych mocno scentralizowany. Bardzo mocną pozycję w tym systemie ma Minister Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia. Stopniowo organiczne są też kompetencje dyrektorów oddzia­łów NFZ na rzecz centrali i wzmacniana rola wojewody, jako przedstawiciela administracji rządowej w terenie.

I tu pojawia się pytanie: czy tak zorganizowany system się sprawdza? W mojej ocenie nie. Więc może jednak należy szukać innej drogi. Moim zdaniem samorządy – jako orga­ny tworzące – i szpitale powinny mieć większe możliwości kreowania lokalnej i regionalnej polityki zdrowotnej. Dzisiaj np. na poziomie lokalnym nie ma żadnego instrumentu (nie licząc pilotaży), który wymuszałby na świadczeniodawcach POZ i AOS współpracę z lokalnym czy regionalnym szpitalem. Przeciwnie, system zachęca do tego, żeby pacjent ostatecz­nie trafił na oddział szpitalny. Proszę sobie odpowiedzieć na pytanie – czy lekarzowi POZ, któremu płaci się za gotowość, bardziej opłaca się, żeby pacjenci do niego przychodzili, czy idealny jest pacjent na liście aktywnej, który do tego lekarza nie przyjdzie. Chcielibyśmy, żeby szpitale powiatowe pełniły rolę lokalnego centrum zdrowia, które rzeczywiście miałoby wpływ na realizację zadań w obszarze zdrowia, w tym pro­filaktykę zdrowotną. Podsumowując – koncentracja tak, ale nie poprzez koncentrację szpitali, tylko koncentrację i współ­pracę różnych świadczeniodawców na poziomie lokalnym. Dzisiaj jest to niemożliwe.

Co czeka szpitale po­wiatowe w perspektywie planowanej przez resort zdrowia reformie?

To pytanie pewnie należałoby zadać Ministro­wi Zdrowia. Czekamy na projekt ustawy restruktu­ryzacyjnej. Miałem nadzieję, że wojewódzkie plany transformacji również będą dawały wskazówkę co do tego, jak będzie zorganizowany system w po­szczególnych regionach. Teraz widząc pierwsze projekty, już wiem, że plany transformacji nie będą miały praktycznego zastosowania, chyba, że zosta­ną napisane zupełnie od nowa.

Gdyby to od nas – samorządowców – zależało, to chcielibyśmy, żeby szpitale powiatowe albo ich kon­sorcja pełniły rolę lokalnych centrów zdrowia, tak żeby efektywniej wykorzystywać sprzęt, bazę lokalo­wą i kadry. W takim minimalnym pakiecie żeby znaj­dowały się tam m.in. profilaktyka i promocja zdro­wia w społeczności lokalnej, podstawowe oddziały i związane z nimi AOS, opieka długoterminowa, opie­ka psychiatryczna i psychologiczna w środowisku, kooperacja z innymi podmiotami działającymi na granicach innych systemów – np. z pomocą społecz­ną, pieczą zastępczą i aby istniała jednak jakaś forma współpracy z POZ.

Jednym z pomysłów Ministerstwa Zdrowia jest utworzenie Agencji Rozwoju Szpitali. Pana zdaniem takie rozwiązanie może pomóc?

Jeszcze nie słyszałem, żeby powstanie jakiego­kolwiek kolejnego urzędu czy instytucji centralnej było lekiem na problemy systemowe. W Polsce naj­poważniejszym problemem jest niedofinansowanie systemu ochrony zdrowia. A przypominam, że obecny poziom finansowania jest jednym z najniż­szych w krajach rozwiniętych, dotyczy to również świadczeń szpitalnych.

Powstanie kolejnej Agencji to doskonały pretekst do rozmycia odpowiedzialności za bałagan w systemie opieki zdrowotnej. Dzisiaj, przynajmniej w teorii, system powinien być poukładany – mamy Ministra Zdrowia, który odpowiada za planowanie stra­tegiczne i legislacje, Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji odpowiedzialną za tary­fikację i NFZ pełniący rolę płatnika. To, jak wygląda planowanie strategiczne, widzimy chociażby teraz – zarówno krajowy jak i wojewódzkie plany trans­formacji tworzone są w pośpiechu, „na kolanie”. Proces stanowienia prawa w ochronie zdrowia też woła o pomstę do nieba i nie dotyczy to tylko jako­ści prawa, ale również braku szacowania skutków finansowych planowanych regulacji, braku kon­sultacji zmian prawnych czy wprowadzania prze­pisów z dnia na dzień. Taryfą objęto niespełna 17 proc. świadczeń opieki zdrowotnej, na co wskazała niedawno Najwyższa Izba Kontroli. W konsekwen­cji rolę tę przejmuję NFZ. Do tej rozchodzącej się układanki ma być dołożony kolejny klocek w postaci nowej Agencji.

Dyrektorzy szpitali są w trudnej sytuacji, perma­nentnie zarządzają kryzysem, chyba nie ma szpitala powiatowego w Polsce, który nie przeszedł proce­sów restrukturyzacyjnych. Teraz urzędnik z takiej Agencji przyjedzie i będzie mówił, że taki dyrektor nie dokonał cudu. To się nie sprawdzi i oby w ogóle nie zaistniało.  

Śr., 17 Lst. 2021 0 Komentarzy
Małgorzata Orłowska
sekretarz redakcji Małgorzata Orłowska