Ten serwis używa cookies i podobnych technologii, brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Więcej »

Zrozumiałem

Europejski Tydzień Szczepień

Europejski Tydzień Szczepień fotolia.pl

"Domknijmy lukę w szczepieniach" - pod takim hasłem odbywa się tegoroczny tydzień szczepień, inicjatywa Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), która ma służyć zwiększeniu wiedzy na temat ochrony przed chorobami zakaźnymi. Niedawny przypadek dziecka, które zmarło z powodu ospy wietrznej, jaką rodzice zarazili je świadomie podczas tzw. "ospa party", powinno być wystarczającym argumentem, by nie słuchać "dr. Google", ale sięgać po rzetelne informacje i dowody naukowe.

W tym roku obchody Europejskiego Tygodnia Szczepień będą poświęcone trzem głównym chorobom, które podlegają programowi eliminacji koordynowanej przez Światową Organizację Zdrowia, czyli różyczce, różyczce wrodzonej i odrze. Sukces, który osiągnęło wiele krajów dowodzi, że odrę i różyczkę można całkowicie wyeliminować we wszystkich krajach Regionu Europejskiego WHO. Domknięcie luki w szczepieniach wymaga świadomości i zaangażowania w celu utrzymania dynamiki zwalczania tych chorób.

Stworzenie i upowszechnienie szczepionek uznaje się za jedno z największych osiągnięć ludzkości. Chronią one przed chorobami czasem pozornie banalnymi, ale obciążonymi groźnymi powikłaniami, takimi jak grypa, odra, ospa wietrzna, różyczka czy krztusiec.
Szczepionka może dziś ochronić nawet przed zachorowaniem na raka szyjki macicy. Dzięki szczepionkom udało się całkowicie zwalczyć ospę prawdziwą, a kilka innych chorób może zniknąć z mapy świata w niedalekiej przyszłości.

Niestety, coraz więcej osób odmawia szczepień. W ciągu ostatnich 3-4 lat sytuacja uległa dramatycznemu pogorszeniu. Jeszcze 5 lat temu na szczepienia nie zgłosiło się blisko 3,5 tys. dzieci, w 2012 r. nie zaszczepiono 7,5 tys., w 2013  9,5 tys., a w 2014 r. aż 12,7 tys. Rok 2015 r. był rekordowy – aż 16 tys. dzieci nie otrzymało szczepionek.

Lekarze przypominają, że lekceważenie szczepień grozi cofnięciem ludzkości do czasów, kiedy szczepionek nie było lub przynajmniej nie były tak powszechnie dostępne. A konsekwencje ich działań już są widoczne. Na skutek niepełnego zaszczepienia danej populacji, ogniska zapalne odry pojawiały się w kilku krajach Europy Zachodniej, m.in. w Niemczech, Holandii, Austrii, Francji i Anglii. Czynniki zakaźne mogą z łatwością przekraczać granice geograficzne i zakażać osoby nieszczepione. W Polsce w ostatnich latach notowano po kilkadziesiąt przypadków odry, bez szczepień ta liczba może gwałtowanie wzrosnąć. A powikłania tej pozornie niegroźnej choroby, podobnie jak świnki czy różyczki, mogą być tragiczne.

Głos ruchów antyszczepionkowych jednak jest coraz silniejszy, mimo że ich argumenty nie znajdują potwierdzenia w badaniach naukowych.

-  Najczęściej są to zwolennicy naturalnych metod wychowania, osoby, które mają specyficzne, filozoficzne podejście do życia bez ingerowania w naturę. Obawiają się, że w wyniku działania szczepionki może dojść do pojawienia się poważnego objawu chorobowego. Jest też grupa rodziców, którzy nie negują programu szczepień, ale sprzeciwiają się jego elementom, kwestionując choćby czas podawania określonych szczepionek - uważają, że nie powinno się szczepić niemowląt w pierwszej dobie życia. W naszej lekarskiej praktyce spotykamy się z różnymi motywacjami odmowy szczepienia dziecka - mówi dr n. med. Iwona Paradowska – Stankiewicz z Zakładu Epidemiologii Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - PZH.

Dziś nie ma wątpliwości, że szczepionki są bezpieczne, a większość reakcji poszczepiennych ma na ogół łagodny przebieg i utrzymuje się krótkotrwale. Poważne zdarzenia zdrowotne związane ze szczepieniami występują niezwykle rzadko. Prawdopodobieństwo ciężkich powikłań jest dużo większe w przebiegu choroby, której zapobiega się poprzez szczepienia, niż w następstwie podania szczepionki.

- Obawy rodziców powinny zniknąć, gdyż producenci na podstawie badań doszli do wniosku, że można wycofać się z dodawania tiomersalu do szczepionki. W większości dostępnych na rynku szczepionkach, ilość tiomersalu jest zaledwie śladowa - mówi dr Paradowska-Stankiewicz. I tłumaczy, że związek ten dodaje się jedynie na etapie formulacji, czyli początkowego procesu tworzenia szczepionki. Obecnie nie ma on też zastosowania jako konserwant. Tiomersal to związek etylortęci, która jest pod względem swoich właściwości biologicznych bezpieczna w porównaniu z metylortęcią, rzeczywiście szkodliwą dla zdrowia. Etylortęć nie kumuluje się w organizmie i jest z niego wydalana. - Zatem zadbano o to, żeby dodatki do szczepionek były maksymalnie bezpieczne - dodaje.

Nieprawdą jest też to, że szczepionki powodują autyzm. Badanie z 1998 r., którego wyniki spowodowały obawy dotyczące ewentualnego istnienia związku między podaniem szczepionki przeciw odrze, śwince i różyczce (MMR) a wystąpieniem autyzmu, było obarczone poważnymi wadami, a pismo, w którym praca badawcza została opublikowana, podjęło decyzję o jej wycofaniu.

Skutki lęku społecznego, który się wtedy narodził, odczuwamy do dziś.

Lekarze alarmują, że niezaszczepione dzieci są zagrożeniem dla innych maluchów, a także dla nas wszystkich. Spada bowiem tzw. odporność zbiorowiskowa. Ostatni raz ludzie masowo umierali z powodu epidemii blisko sto lat temu. Nigdy nie można mieć pewności, że choroba, która dzięki szczepieniom zniknęła, nie powróci by zaatakować ze zdwojoną siłą. Dlatego niezaszczepienie dzieci przeciw tym chorobom niepotrzebnie naraża je na poważne ryzyko zdrowotne.

- Zgon dziecka zakażonego wirusem ospy wietrznej podczas modnego "ospa party" powinien być przestrogą. W komfortowej sytuacji powszechnego dostępu do szczepionek dziwi rezygnacja z tego dobrodziejstwa - podsumowuje dr Paradowska-Stankiewicz.

Źródło: medonet.pl

Pt., 22 Kw. 2016 0 Komentarzy Dodane przez: Tadeusz Narkun